Mariusz Wis
(Prezes Fundacji im. J.Madisona)
"50/50" czy "3 x 1" - niemiecki czy brytyjski model nowej ordynacji
Mijają się z prawdą propagatorzy ordynacji 50/50 procent, nazywając ją "nową ordynacją wyborczą". To całkowicie nieuprawnione stwierdzenie. Wykażemy niżej, że w tej ordynacji nie ma nic, czego byśmy w Polsce wcześniej nie doświadczyli. Pryncypialną zasadą demokracji jest zasada reprezentacji, realizowana poprzez wybory. W jakim celu przeprowadza się wybory? Pomijając cel legitymizacji władzy, od totalitaryzmu przez autorytaryzm do demokracji, istotne są dwa alternatywne cele wyborcze:
- wyłonienie większości rządowej,
albo - 2.odzwierciedlenie poglądów,
O ile cel 1. jest w zasadzie osiągany, to cel 2. jest teoretycznym mitem, podobnym do mitu sprawiedliwości społecznej ustroju socjalistycznego. Jak udowodnili metodą statystyczną profesorowie Czesław Oleksy i Jerzy Przystawa (Ius et Lex 7.05.2004 r.), odzwierciedlenia poglądów, stosowana w Polsce ordynacja tzw. "proporcjonalna" nie jest wstanie zrealizować. Cel pierwszy spełniają natomiast wybory na wzór brytyjski w systemie "3 x 1", czyli 1 poseł w 1 okręgu wyborczym z 1 turą głosowania. Gdyby wprowadzić system "3x1" w Polsce, najlepiej w 460 okręgach jednomandatowych, w sposób naturalny doczekalibyśmy się większości parlamentarnej jednej partii. W obecnym systemie wyborczym, tzw. proporcjonalnym, jest to nieosiągalne, co ukazuje następujący przykład. W 2001 r. SLD uzyskała wynik o 12 % lepszy od PiS w 2005 r., a dało to zaledwie 216 mandatów. W 1983 r. w Niemczech w wyborach koalicja CDU/CSU mogła pochwalić się poparciem nawet 48,8 % głosów a i tak większości w Bundestagu nie uzyskała. Warto o tym wiedzieć przymierzając się do powtórzenia wyborów. Stosowany w Polsce system wyborczy realizuje tak naprawdę tylko jeden cel - legitymizuje być może władzę.
Perwersyjne mieszanie w głowach
Projekt ordynacji wyborczej "50/50" - połowa posłów wybieranych w głosowaniu na partie a połowa z jednomandatowych okręgów wyborczych (JOW), jest de facto sprytną socjotechniczną mutacją systemu proporcjonalnego, czyli tego, jaki mamy w Polsce obecnie. Co sądzą politolodzy o tym "mieszanym" lub "niemieckim" systemie wyborczym?
Dr Jacek Haman z Instytutu Socjologii UW tak kończy swa ocenę niemieckiej ordynacji "W praktyce jest to ordynacja proporcjonalna. Mamy do czynienia z ordynacją znacznie bardziej proporcjonalną niż na przykład polska ordynacja wyborcza do Sejmu z 1993 r. Można tu zatem mówić wręcz o systemie, w który wbudowane są elementy manipulacji wyborcami"("Demoracja, decyzje, wybory" 2003). Z kolei Robert Newland wybitny znawca systemów wyborczych zarzuca niemieckiemu systemowi wręcz "perwersyjność" ("Comperative Elektoral Systems" 1982), a jego francuski kolega po fachu Maurice Duverger, określa go jako "deviant case"- zboczony przypadek (Les partis politique 1957). Niemiecki autor najpopularniejszego podręcznika do nauki o systemach wyborczych i systemach partyjnych (4 wydania) Dieter Nohlen stwierdza autorytatywnie - "System wyborczy Republiki Federalnej jest systemem wyborów proporcjonalnych, zarówno pod względem swojej konstrukcji jak i wyników. Pojęcie "personalizowane" wybory proporcjonalne dobrze je określa. To są wybory proporcjonalne. Wmontowanie elementów wyborów personalnych nie zmienia tu niczego." ("Prawo wyborcze i system partyjny" 2004). Badacz ordynacji wyborczych z Instytutu Studiów Politycznych PAN dr Radosław Markowski stwierdza, "współczesne ordynacje mieszane klasyfikuje się w politologii jako odmianę proporcjonalnych" ("Rz" nr179 z 2.08.2004 r. "Ordynacyjny Fetysz").
tu jesteśmy w domu. Ordynacja mieszana, to jest właśnie to, o co zabiegają politycy, bo mają w tym swój partyjny interes. To nie jest interes Polski i Polaków. Gdyby, taka ordynacja została u nas uchwalona, wszystkie złe cechy demokracji partyjnej zostałyby zachowane. Pozostałyby koalicje, przesilenia, haki, grupy trzymające władzę. Można by dalej, w niby nowym politycznym świecie, kręcić, przekręcać, wpływać, dzielić - czyli rządzić po staremu. Gdy słyszę hasło "ordynacja mieszana" to wiem, że chodzi o mieszanie ludziom w głowach. Godząc się na wybory w systemie proporcjonalnym (bez względu na to jak nim zamieszamy, czy jakie zastosujemy metody przeliczania głosów na mandaty), godzimy się na oddanie całej władzy partiom. Godzimy się na rezygnację z możliwości wyłaniania trwałej większości rządowej w drodze wyborów.
Niemcy o swojej ordynacji
Politycy PiS proponują, więc Polsce niemiecką wersję wyborów proporcjonalnych. Nie wiedzą, albo nie chcą wiedzieć, że system wyborczy sąsiadów z zachodu jest coraz częściej krytykowany, jako odpowiedzialny za stagnacje gospodarczą i społeczną ostatnich lat. Gabor Steingart, redaktor "Spigla" w swoim bestsellerze "Upadająca supergwiazda" uznaje Niemcy za chore państwo i proponuje "drugie założenie republiki". Lekarstwem odnowy, pisze, powinno być skorzystanie z angielskich wzorów a pierwszym krokiem ma być wprowadzenie większościowego systemu wyborczego To samo, na forum Bundestagu, głosi prezydent Związku Niemieckiego Przemysłu (BDI) skupiającego 107 tys. niemieckich przedsiębiorstw, Michale Rogowsky. Twierdzi, że obecna ordynacja rozkłada gospodarkę, generuje korupcję, w konsekwencji prowadzi do stagnacji gospodarczej. Wprowadzenie w Niemczech w 100 procentach jednomandatowego systemu wyborczego zwiększy jednoznaczność podejmowanych decyzji, co jest z kolei warunkiem niezbędnym do podniesienia mobilności gospodarki niemieckiej (Welt am Sonntag z dn. 19.03.2003r.).
Jak system "50/50" działa w Niemczech? Otóż tam każdy wyborca dysponuje dwoma głosami oddawanymi na tej samej karcie wyborczej. Jeden oddaje na konkretnego człowieka w okręgu jednomandatowym (jest to 50 procent składu Bundestagu). Drugi głos oddaje na partie, które same, wewnętrznie, decydują o personalnym przydziale mandatów (to drugie 50 procent Bundestagu). Z pozoru całkiem do rzeczy, można wybrać partie i dodatkowo człowieka. Praktyka okazuje się zupełnie inna. Przy urnie wyborczej, wyborca wybiera partię, którą chce poprzeć i oddaje na nią głos. Daje też głos kandydatowi z okręgu jednomandatowego, wybierając jednak, automatycznie i z przyzwyczajenia, członka z tej samej partii. Według badań niemieckich takie zachowania wyborcze są charakterystyczne dla 90 procent Niemców. Nie wybierają człowieka, nawet w okręgach jednomandatowych, tylko zawsze partie. Partie partie uber alles. Okazuje się, że system 50/50 zwalnia ludzi od obowiązku myślenia. Czy my w Polsce tego chcemy?
Nic nowego
"Jesteśmy" za nową ordynacją mieszaną "50/50", powtarzają politycy PiS. Czy są świadomi, że tak naprawdę są za ugruntowaniem, i wręcz zwiększeniem partiokratycznych mechanizmów wyborczych? Niestety, są tym samym za pogłębieniem wodzowskich wpływów szefów partii i pomniejszeniem wpływu wyborców na personalny kształt Sejmu. Zawodowi znawcy przedmiotu wiedza o tym bardzo dobrze i chcąc utrwalić partyjne przełożenia wyborcze proponują niby nową ordynację wyborcza. To obłudne działania. Daliśmy się "złapać" na komunizm - nie dajmy się złapać na 50/50.
Czy to dla Polaków nowy system wyborczy? Łatwo dostrzec, że nie. Ba... my dokładnie stosowaliśmy niemiecki wzorzec podczas ostatnich wyborów. Ci, którzy w ogóle poszli do urn, w głosie, do Sejmu, wybierali właśnie partię. W wyborach do Senatu, mimo że to były wybory większościowe, personalne, nie tyle kierowali się wiedzą o kandydacie, ile wyszukiwali pretendentów z tej samej partii i stawiali przy nich krzyżyk. Nie przy człowieku, tylko przy partyjnym symbolu. Tak zachowywało się ponad 90 procent elektoratu. O tym, że tych nazwisk wyborcy nie znali ani przed, ani po wyborach, świadczą badania Fundacji Madisona w Warszawie pod hasłem: czy znasz wybranych senatorów? Otóż przepytano 100 osób i nikt nie był w stanie wymienić tych czterech nazwisk(!).
Dla Amerykanina, Brytyjczyka, dzięki jednomandatowemu systemowi wyborczemu, znajomość swojego posła nie stanowi żadnego problemu. Tam każdy wie, kto go reprezentuje w polityce. Wybory w systemie JOW budują inny, wyższy poziom demokracji niż nasz. Inny sposób myślenia, inną filozofia władzy
Brytyjski model "3 x 1"
Dlaczego opowiadamy się za brytyjskim systemem JOW, (jego amerykańską wersję, ponad 200 lat temu stworzył James Madison, ojciec Konstytucji Stanów Zjednoczonych). Twierdzimy, że wybory JOW:
- to krok ku wyższej jakości demokracji,
- to prosta, jasna i powszechnie zrozumiała formuła wyborcza, w której obywatel nie tylko czuje się, ale de facto jest, podmiotem wyborów, wybiera a nie tylko głosuje (dzisiaj w Polsce posłów wybierają partie, ustalając swoje listy),
- kandydaci w niewielkim okręgu wyborczym z racji ich małej liczby (zwykle kilku) są rozpoznawalni przez wyborców,
- wygrywają kandydaci o umiarkowanych poglądach, co w efekcie czyni Sejm instytucją poważną, dostojną i przewidywalną (tym samym nie uwłaczającą wyborcom,
- mechanizm konkurencji o jeden mandat w okręgu, jak w gospodarce rynkowej, wyłania najlepszy "polityczny towar", posłami zostają najznakomitsi spośród znakomitych,
- poseł wybrany w systemie "3 x 1" przyjmuje rolę służebną wobec obywateli; jego polityczny byt zależy od wyborców a nie od szefa partii,
- indywidualnie, każdy poseł jest autonomiczną instytucją,
- powszechność reelekcji posłów stabilizuje parlament,
- to obywatele decydują o wyborze większości rządowej w Sejmie,
- nie musi dochodzić do partyjnych rozgrywek koalicyjnych,
- partie polityczne wzmacniają się i stabilizują z racji pragmatycznej potrzeby dobierania najlepszych, gdyż tylko tacy mają szanse wygrać wybory w małych okręgach wyborczych,
- partie polityczne ze wspólnoty interesów przeistaczają się we wspólnotę idei zatracając obecną hierarchiczną strukturę zależności, podwyższając poziom swojej odpowiedzialności, wiarygodności, przejrzystości, uczciwości, transparentności etc.,
- zanika automatyzm dominacji szefa partii, aby móc przewodzić, trzeba najpierw wygrać wybory w okręgu,
- filozofia wyborcza wyborów JOW "zwycięzca bierze wszystko" eliminuje rolę małych partii jako koalicyjnego "języczka u wagi", tak kłopotliwą po wyborach proporcjonalnych,
- w parlamencie powstaje system dwóch konkurujących bloków, optymalny z punktu widzenia jakości ustaw i szybkości rozstrzygnięć legislacyjnych,
- rząd powstaje w 24 godziny po wyborach ( jest znany wcześniej jako realny gabinet cieni,
- rządzi rząd a nie partie, które nie są organem władzy przewidzianym w konstytucji,
- to prosty, tani i w pełni naturalny mechanizm do walki z korupcją (nikt skuteczniej od konkurenta do mandatu nie dostrzeże "przekrętów" polityka),
- system "3 x 1" gwarantuje w wyższym stopniu spełnianie konstytucyjnych zasad wyborczych niż w obecnie obowiązującym systemie tzw. proporcjonalnym,
- wybory w systemie jednomandatowym są zdecydowanie tańsze niż w systemie "proporcjonalnym" dzięki ich lokalnemu a nie ogólnokrajowemu, centralnemu charakterowi.
Jeżeli chcemy budować silne, uczciwe i praworządne państwo, IV Rzeczpospolitą, musimy przyjąć dynamizm i logikę jednomandatowej ordynacji wyborczej, a odrzucić pomysł ordynacji mieszanej.

jow.pl
Producent programu do rozliczania PIT