"Demokracja partyjna"
Artykuł Tomasza Wróblewskiego "Wybory- zbyt poważna rzecz, aby zaufać wyborcom" ("Rz" z 4 sierpnia 2009 r.) to precyzyjna ocena roli ordynacji wyborczej w polityce. Nic dodać, nic ująć. Niestety nasza demokracja, właśnie za sprawą techniki wybierania przedstawicieli do rządzenia bliższa jest przymiotnikowi "partyjna" niż "obywatelska".
W każdej partii, bez przymuszania ustawowego można jednak zastosować dowolne parytety, choćby i proporcjonalnej liczby kobiet na listach wyborczych w stosunku do ich udziału w partiach. To przecież wewnętrzna, partyjna sprawa. Tylko, że wówczas listy stałyby się ubogie w płeć piękną, gdyż kobiety nie garną się do takiej hierarchicznej, wodzowskiej polityki. W charakterze pań nie leżą gierki, układy, układziki, grupy trzymające władzę etc. Rola żołnierza partyjnego, to też nie jest to co może panie przyciągać do polityki.
Gdyby jednak, udział w polityce zależał od obywateli (ordynacja jednomandatowa) a nie od palca wskazującego wodza (ordynacja tzw. proporcjonalna), autentyczna aktywność polityczna kobiet byłaby inna.
W końcu, ani Margaret Thatcher, ani Hillary Clinton nie pojawiły się w polityce z nadania jakichkolwiek parytetów, tylko z jednomandatowych okręgów wyborczych, systemu, jaki w ich kraje używają w wyborach, z dobrym skutkiem od zawsze.
Mariusz Wis - Fundacja im. J. Madisona, Warszawa

jow.pl
Producent programu do rozliczania PIT