"Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej a Jednomandatowe Okręgi Wyborcze (JOW)"
Art.96 p.2 Wybory do Sejmu są powszechne, równe, bezpośrednie i proporcjonalne oraz odbywają się w głosowaniu tajnym.
Pierwsza zasada "powszechności" stanowi dzisiaj kanon wolnych wyborów. Wybory powszechne oznaczają, że zarówno prawo głosowania (czynne prawo wyborcze), jak i kandydowania (bierne prawo wyborcze) przysługuje wszystkim obywatelom państwa. W naszej ordynacji prawo kandydowania rzeczywiście przysługuje, tylko obywatele go nie mają. Nawet Adam Małysz nie może kandydować na reprezentanta górali, jeżeli władze partii go nie zatwierdzą, lub nie założy ugrupowania wyborczego i nie zorganizuje własnej drużyny, choćby martwych dusz nie mówiąc już o zebraniu całej góry podpisów. W państwach o jednomandatowych systemach wyborczych np. w Wielkiej Brytanii, aby zostać kandydatem w wyborach potrzeba dziesięciu podpisów, należy wpłacić kaucję 500 funtów, która jest zwracana tym, co uzyskają min. 5 procentowe poparcie. Jako retoryczne pozostawię pytanie: czy polskie wybory określane w konstytucji jako "powszechne" są ze swoimi przelicznikami głosów na mandaty powszechnie zrozumiałe? Druga zasada "równości" wyborów, głosi, że każdy głos ma na tyle, na ile to możliwe, jednakową wagę, to znaczy, by na jeden mandat przypadała w przybliżeniu jednakowa ilość głosów. W każdych naszych wyborach rozbieżność poparcia dla poszczególnych posłów wynosi często od kilkuset do stu kilkudziesięciu tysięcy głosów. Również bez odpowiedzi pozostawię pytanie: czy równe są prawa wyborcze zarówno dla obywatela, partii czy komitetów wyborczych obywateli? System jednomandatowy taką równość wyborów może zapewnić w wyższym stopniu. Trzeciej zasady "bezpośredniości" nie należy mylić z głosowaniem osobistym, jako bezpośrednim. Bezpośredniość wyborów oznacza, że wyborcy poprzez akt głosowania wybierają swoich przedstawicieli bez szczebli pośrednich. Są to wybory jednostopniowe. W obecnym systemie ten wymóg konstytucyjny nie jest realizowany. Każdy może stwierdzić, że najpierw wybierają partie, układając swoje listy, a wyborcy wybierają spośród już wybranych. System jednomandatowy bezpośredniość wyborów zapewnia bezdyskusyjnie. Natomiast zasada, "tajności" wyborów, jako jedyna w obecnej ordynacji jest spełniana bez zastrzeżeń. To za mało jak na przyzwoity standard demokratycznego państwa.
Proporcjonalność
Zasadzie "proporcjonalności" poświęcę więcej miejsca z uwagi na jej nadzwyczajną, nie do końca jasną rolę, jaką odgrywa w ustanawianiu prawa wyborczego, popularnie zwanego ordynacją. Według konstytucjonalisty, prof. Stanisława Gebethnera: zapisana w art. 96 ust. 2 Konstytucji RP z 1997 roku zasada proporcjonalności nie jest prawnie zdefiniowana (komentarz do ustawy z 12.04.2001 r.). Prof. Piotr Winczorek w artykule "Inna jednomandatowość" ("Rzeczpospolita" nr 117 z 21 maja 2003 r.) stwierdza: "Zapisana w Konstytucji zasada proporcjonalności winna być rozumiana dosłownie...wprowadzenie jednomandatowych okręgów w wyborach do Sejmu...byłoby dobrym rozwiązaniem... Podstawowy warunek prawny polega na konieczności uprzedniej nowelizacji obowiązującej obecnie Konstytucji RP, która w art.96 ust.2 stanowi, iż wybory do Sejmu są proporcjonalne....Warto zachęcić naszych konstytucjonalistów do publicznego wypowiedzenia sądu na ten temat..." Niestety, jak na razie ten sąd jest nadzwyczaj ubogi. Zasadnym jest, więc postawienie pytania o znaczenie w konstytucji przymiotnika "proporcjonalne". Powszechnie jest on kojarzony z matematyką, więc, najprostsze pytanie będzie brzmiało; czy nasze obecne wybory są matematycznie proporcjonalne? Odpowiedź brzmi - nie. Więcej, w żadnym systemie wyborczym zrealizowanie postulatu proporcjonalności, tj. stałego stosunku ilości mandatów do liczby oddanych głosów, czy liczby wyborców, jest zadaniem praktycznie niewykonalnym. Wybory nigdy nie będą proporcjonalne. Mogą być tylko mniej lub bardziej dysproporcjonalne. Politolodzy określili normatyw tej dysproporcjonalności, tzw. Indeks Gallaghera, który jest miarą odstępstwa od proporcjonalności. W przypadku matematycznej proporcjonalności wyniósłby zero. Im większa jest wartość tego indeksu, tym wybory są bardziej nieproporcjonalne. Dla przykładu, indeks Gallaghera dla wyników wyborów do naszego Sejmu w 1993 r. wyniósł 15,8, w 1997 r. 9,8 a w 2005 r. 6,0. Wybory w systemie jednomandatowym dają indeksy niższe (USA w 2001 r.- 5,4), więc są one bardziej proporcjonalne. Profesorowie Czesław Oleksy i Jerzy Przystawa na konwersatorium Fundacji Ius et Lex (7. 05. 2004 r.) stwierdzili, na podstawie przeprowadzonej symulacji komputerowej wielkiej liczby (ok. 10 milionów) aktów wyborczych, przy różnej parametryzacji (d'Hondt, Sainte-Laguë zwykły i modyfikowany; różnej wielkości okręgów wyborczych i liczbie partii) że "przeciwstawianie wyborów na listy partyjne w okręgach wielomandatowych - bez względu na to jaki algorytm rozdziału mandatów zostanie zastosowany - wyborom na zasadzie większości w okręgach jednomandatowych, jako realizujących lepiej zasadę proporcjonalności, nie znajduje racjonalnego uzasadnienia. Odstępstwo od proporcjonalności wyników wyborów, w każdym przypadku, jest sprawą czysto statystyczną i przypadkową". A może pod znaczeniem słowa proporcjonalne należy rozumieć, co innego, na przykład, zakamuflowane hasło "partyjne". Konia z rzędem temu, kto spytany o znaczenie słowa "proporcjonalny", bez zająknienia odpowie synonimem "partyjny". Polscy prawnicy zajmujący się problematyką konstytucji, stojąc nie na gruncie matematyki, jak łatwo sprawdzić w podręcznikach, pojęcie "wybory proporcjonalne" utożsamiają z okręgami wielomandatowymi i głosowaniem na listy partyjne. Taki pogląd nie jest akceptowany przez europejskich ekspertów. Podczas konferencji międzynarodowej "15 Lat Praktyki Konstytucyjnej w Krajach Europy Środkowo-Wschodniej", jaka odbyła się na Zamku Królewskim w Warszawie w listopadzie 2004, politolodzy zachodni mówili o tym, że pojęcie "wybory proporcjonalne" należy rozumieć, jako zachowanie odpowiedniej normy przedstawicielskiej, a więc przydział mandatów poszczególnym regionom w proporcji do liczby wyborców. A tak między wierszami czy, Konstytucja RP to dokument, który mają rozumieć tylko nieliczni, zwani konstytucjonalistami? Został przecież wysłany przez Prezydenta RP do każdego polskiego domu. W pewnym sensie, tzw. "problem proporcjonalności" został rozwiązany 28.10. 2004 r. przez Rzecznika Praw Obywatelskich (pismo RPO-480800-I/04/HG) w odpowiedzi na postawiony przez mec. Pawła Kawarskiego z Fundacji Madisona zarzut nieproporcjonalności polskich wyborów, w którym Rzecznik stwierdził cyt... "Nie narusza to zasady proporcjonalności, gdyż liczba posłów wybieranych w okręgu jest proporcjonalna do liczby mieszkańców...". Czyli "proporcjonalność" to nie tylko wybory wielomandatowe i głosowanie na listy partyjne, to również mandat odpowiadający pewnej puli mieszkańców. Wynika z tego, że konstytucja gwarantuje zasadę a nie metodę podziału mandatów. Aby spełnić tę konstytucyjną zasadę proporcjonalności, ustawodawca może w ordynacji skorzystać z różnych metod jej realizacji: jednomandatowej (technicznie najprostszej), przelicznikowej (przeliczania głosów na mandaty jak np: d Hondta, czy Sainte-Laguë), kombinowanej (przelicznikowej w połączeniu z jednomandatową). W każdej z metod istotnym jest, aby mandat odpowiadał, w miarę, tej samej puli wyborców. Im dokładniej tym bardziej proporcjonalnie. W Wielkiej Encyklopedii PWN, w haśle: Stany Zjednoczone-konstytucja 1787- na str.787 czytamy, "izbę niższą wybrano na zasadzie proporcjonalności", a na str. 784 - prawne podstawy ustroju - "Izba Reprezentantów wybierana jest, co 2 lata... deputowani wybierani w liczbie proporcjonalnej do liczby ludności". Przypominam, Amerykanie mają od zawsze system wyborczy jednomandatowy. Znamiennym jest, że Kanadyjczycy i Australijczycy nazywają swój większościowy system wyborczy z jednomandatowymi okręgami wyborczymi "Reprezentacją Proporcjonalną".
Wola polityczna
Dokonując poprawki do ordynacji wyborczej choćby tylko w art.132 i art. 136 i ustanawiając 460 okręgów zamiast 41 nie wchodzimy w kolizję z zapisem konstytucyjnym. Konstytucja RP nie określa liczby okręgów wyborczych, w odróżnieniu od, na przykład ilości posłów. Precedens zmiany stanu liczebnego okręgów miał miejsce w 2001 r., kiedy to 12 kwietnia Sejm zatwierdził ordynację wyborczą i zmienił ilość okręgów z 52 na 41. Tak, więc problem tkwi w woli politycznej Sejmu. Jeżeli tylko taka będzie, to obecna Konstytucja nie jest formalną przeszkodą dla wprowadzenia wyborów w jednomandatowych okręgach wyborczych. Na podkreślenie zasługuje fakt, że zgodność przymiotników wyborczych z Konstytucją RP w jednomandatowym systemie wyborczym będzie bliższa prawdzie materialnej niż w obecnie obowiązującej ordynacji wyborczej.
Mariusz Wis - Prezes Fundacji im. J. Madisona, www.madison.org.pl

jow.pl
Producent programu do rozliczania PIT