Na czym polega jednomandatowy system wyborczy?
W demokracjach, przedstawicieli do rządzenia wybiera się dwojako: z partii politycznych (w Polsce, nieprzerwanie, od 1918 r.), oraz spośród ogółu społeczności, w jednomandatowych okręgach wyborczych (JOW), w najbogatszych demokracjach świata, takich jak: USA, Kanada, Wielka Brytania, Francja i wiele innych. Te dwa sposoby wybierania są fundamentami dwóch różnych i nieprzystających do siebie demokracji. Pierwsza, partyjna, oparta o tzw. proporcjonalny system wyborczy, charakteryzuje się tym, że mniejszość społeczeństwa, usytuowana w partiach sprawuje rządy nad większością. Obywatele głosują, ale tak naprawdę, nie wybierają. Wybierają partie, tworząc listy swoich kandydatów. W drugiej, jest dokładnie odwrotnie. Większość w jednomandatowym okręgu wybiera pojedynczego człowieka. Wybrany nie zależy od partii, a bezpośrednio od wyborców, zapewniających mu polityczny byt. A byt określa świadomość. To inny świat demokracji, sprawdzony od ponad 200 lat. Świat jasny, prosty i skierowany na dobro obywatela. To inna filozofia rządzenia, w której wpływ obywateli na państwo jest realny.
Różnice pomiędzy tymi dwoma systemami, obrazuje następująca metafora: wyobraźmy sobie, że w szkole postanowiono wybrać samorząd. Zastanawiano się, jaki zastosować system wyborów. Czy proporcjonalny, polegający na wybieraniu spośród kandydatów ustalonych przez szkolne kółka zainteresowań; sportowe, literackie, młodych fizyków i fotograficzne. Czy może system jednomandatowy, polegający na wybieraniu po jednym przedstawicielu z każdej klasy? Jak na razie, w Polsce reprezentantów obywateli, czyli uczniów naszej metaforycznej szkoły wybieramy z kółek zainteresowań, czyli partii.
Ludzie
Czy chcielibyśmy, aby nasz poseł był najznakomitszym spośród znakomitych? Oczywiście, że tak. Najznakomitsi mogą pojawić się w wyniku konkurencji, jak dobry towar w gospodarce rynkowej. A skąd konkurencja, ano z systemu jednomandatowego. Ten sposób wyboru czyni posła, bardziej zależnym od wyborców a mniej od swojej partii, chociaż, często kandydat uzyskuje pomoc swojego stronnictwa, ale mandat zawdzięcza bezpośrednio wyborcom. W naturalny sposób system jednomandatowy wprowadza odpowiedzialność posła przed obywatelami. Tak wybrani reprezentanci, to inna kategoria ludzi u władzy, po prostu inna jakość i inny sposób myślenia.
Jednomandatowy system wyborczy w maju i czerwcu 2002 r., we Francji, pokazał na czym naprawdę polega. Otóż w ostatnich wyborach prezydenckich, radykalni zwolennicy Le Pena posiadali 19-to procentowe poparcie w społeczeństwie. Ale prawdziwa demokracja to rządy większości. Miesiąc po wyborach prezydenckich odbyły się wybory parlamentarne. W okręgu, gdzie wybieramy tylko jednego, "swojego" przedstawiciela, aby wygrać, musi on mieć za sobą po prostu większość. Już tylko z samej matematyki i definicji wynika, że skrajność nie może być większością. Dlatego żaden "lepenowiec" nie został deputowanym i nie ustanawia Francuzom praw.
Ludzie w swej większości są w wyborach z natury umiarkowani i preferują na swoje podobieństwo. Wybierając tylko jednego, optują za osobą szanowaną, dostojną, wiarygodną, która przeważnie uzyskuje największe poparcie.
Partie
Pragmatyzm jednomandatowych wyborów powoduje, że na końcu kampanii wyborczej, najczęściej "walczy" dwóch najlepszych o mandat. Przeważnie są to zwolennicy największych stronnictw politycznych. Tworzy się wtedy trwały, prosty i zrozumiały dla wszystkich układ o wyraźnej przewadze dwóch partii. Partie w systemie jednomandatowym, to wolne ugrupowania obywateli wokół wspólnoty idei, potrzeb, tradycji, jakości i skuteczności rządzenia. Nie mają one wodzowskiego charakteru opartego o hierarchię struktur zarządzania. Nie ma tam wyrzucania z partii za karę, nie padają słowa, typu "partia powiedziała", a pojęcie "dyscypliny partyjnej" jest w ogóle nieznane. Tak powstałe partie mają charakter obywatelski i nie mają nic wspólnego z naszym powszechnym rozumieniem słowa, partia.
Obywatelom, kibicom walki politycznej, całkowicie wystarczy konkurencja między dwoma dużymi ugrupowaniami. Jedno wygrywa, drugie przegrywa i za 4 lata, najwyżej rewanż. System wielopartyjny potrzebny jest tylko politykom. Ludzie nie lubią polityki. Chcą zajmować się własnymi sprawami. Chcą pracować, tworzyć, wychowywać, kochać, śmiać się, uprawiać sport lub mu kibicować. Obywatelom, w swej większości, wystarczy, że raz na cztery lata wybiorą swojego "świeckiego księdza", który będzie ich reprezentował w polityce. Chcą mieć tylko komfort wybrania najlepszego.
Misją prawdziwej demokracji jest uwolnienie człowieka, na co dzień, od polityki. I to zapewnia jednomandatowy system wyborczy.
Poprawiać, czy zmieniać?
Zlikwidowaliśmy gospodarkę centralnie sterowaną i przeszliśmy na rynkową. To nas nie dziwiło. Była zawsze zrozumiała, bo prosta. Niestety polityka centralnie sterowana jeszcze się trzyma. W 1989 r. wprowadzono na polski rynek podróbkę demokracji. Już czas, aby wzorem normalnej gospodarki rynkowej, wprowadzić prawdziwą demokrację, na fundamencie jednomandatowego systemu wyborczego. Jest on prosty, powszechnie zrozumiały a co najważniejsze, skuteczny. Tak jasny jak w ekonomii gospodarka rynkowa.
Jeżeli chcemy, aby wytypowani do rządzenia, przedstawiciele partii, stanowiących mniejszość społeczeństwa, sprawowali władzę, to niczego nie zmieniajmy. Ale jeżeli uznamy, że chcemy rzetelnej demokracji, w której obywatele, w swojej większości, mają autentyczny wpływ na Rzeczpospolitą, to obecnie obowiązujący system wyborczy, do realizacji tego założenia zupełnie się nie nadaje i jest niereformowalny. Rządy większości tworzy system jednomandatowy i on stanowi kościec prawdziwej demokracji.
Marzenie
Oddajmy się na chwilę marzeniom i wyobraźmy sobie, że nagle, politycy w Sejmie zostali zaczarowani przez Harrego Pottera i ich decyzjom przyświeca tylko jeden cel: dobro Polski. Nie myślą o partiach, hierarchiach, wyborach, układach, towarzystwach, etc,etc. Gdy pojawi się inicjatywa ustawodawcza: zmienić ordynację na jednomandatową, musi automatycznie wywołać tylko jedną reakcję - oczywiście zmienić! Bo zaczarowanym posłom przyświeca przecież tylko jeden cel - dobro Polski i jej obywateli. Po takiej zmianie ordynacji nasz parlament zacznie skupiać najznakomitszych. Stanie się dostojny, szacowny i przewidywalny, a powstałe dwa duże, ugrupowania polityczne, będą konkurować o prymat w rządzeniu. Kto na tym skorzysta? My wszyscy... Polska odżyje, bo zacznie stawać się obywatelską.... Niestety, to tylko czary.
Zejdźmy na ziemię. Profesor Stanisław Geberthner, konstytucjonalista, arbitralnie stwierdził, że jednomandatowe okręgi wyborcze to prymitywny sposób wybierania (!) Na fundamencie jednomandatowych okręgów wyborczych zbudowane są od ponad 200 lat Stany Zjednoczone - wzór demokracji. Daj nam Panie Boże taką prymitywną demokrację.
Mariusz Wis - Prezes Fundacji im. J. Madisona Centrum Rozwoju Demokracji-Jednomandatowe Okręgi Wyborcze, www.madison.org.pl

jow.pl
Producent programu do rozliczania PIT