Od mieszania ordynacji demokracja nie stanie się słodsza.
Ordynacja mieszana czy JOW?
Zmieszać, zabełtać, a gdy demokracja będzie mętna - łowić. To dewiza, aż nadto dobrze znana Polakom obserwującym naszych polityków. Do takich "mętnych" działań należy zaliczyć pomysł ordynacji mieszanej w wyborach do Sejmu.
Nie ulega żadnej wątpliwości, że sposób wyboru posłów, potocznie zwany ordynacją, to źródło i jądro dalszych zdarzeń politycznych i gospodarczych. Nie ma ważniejszej ustawy niż ordynacja wyborcza do Sejmu. To z niej wypływają prawa dobre lub buble. To z niej powstaje rząd silny i mądry lub słaby i nędzny.
W jakim celu politycy proponują pomieszać dwa typy ordynacji wyborczych: partyjną (nazywaną w Konstytucji - proporcjonalną) i obywatelską z jednomandatowymi okręgami wyborczymi (w skrócie JOW)? Dlaczego nie odpowiada im prosta, skuteczna, przejrzysta i dobrze sprawdzona ordynacja na wzór angloamerykański, czyli JOW? Odpowiedź na to pytanie to klucz do zrozumienia sensu i istoty naszej kręcącej się w chocholim tańcu degrengolady politycznej. Doktor Radosław Markowski, badacz ordynacji wyborczych z Instytutu Studiów Politycznych PAN stwierdza, cyt: "współczesne ordynacje mieszane klasyfikuje się w politologii jako odmianę proporcjonalnych" ("Rzeczpospolita" nr179 z 2.08.2004 r. "Ordynacyjny Fetysz"). I tu jesteśmy w domu. Ordynacja mieszana, najlepiej pół na pół i telefon do przyjaciela, aby nie zapomniał o "tych czasopismach" to jest właśnie to, o co zabiegają nasi politycy, bo mają w tym swój partyjny interes. To nie jest interes Polski i Polaków. Gdyby, nie daj Bóg, taka ordynacja została u nas uchwalona, pozwoli utrzymać wszystkie złe cechy demokracji partyjnej. Nie znikną koalicje, przesilenia, haki, grupy trzymające władzę. Będzie można dalej, w niby nowym politycznym świecie, kręcić, przekręcać, wpływać, dzielić, czyli rządzić po staremu. Natomiast przejrzyste wybory w JOW niweczą całą "zabawę" w partyjne gry.
Ordynacje mieszane do lamusa
W systemie mieszanym partie zachowują prerogatywę realnego wpływania na politykę. Wiedzą o tym dobrze wytrawni, zawodowi politycy. Aby zachować ten przywilej proponują ludziom, (czytaj elektoratowi) dla zamydlenia oczu w temacie "demokracja, częściową jednomandatowość. Wyborcy poprzez proces głosowania legitymizowaliby, jak dotąd, ich partyjnie wybory, a nie naprawdę wybierali według własnych, wolnych decyzji.
To obrzydliwe działanie, nie mające nic wspólnego z demokracją. Politycy, głoszący wprowadzenie u nas ordynacji mieszanej, jako środka uzdrawiającego Polskę, to cyniczni gracze polityczni (jak mawiał tow. Wiesław), albo naiwne, niedouczone lenie polityczne na usługach tych pierwszych. Przecież wystarczy przypatrzeć się jak działa taka ordynacja u sąsiadów, jakie są jej skutki dla gospodarki i polityki. To zgniły kompromis polityczny. To półśrodek demokracji, który jak każda prowizorka trzyma się długo i ciężko się ją likwiduje. Tylko miłość lubi półśrodki, półmroki i półkroki, jak mawiał znany satyryk, a nie demokracja.
Idea JOW zaczyna zdobywać w Polsce coraz większą popularność i urzeczywistnienie jej może zmieść obecnych polityków ze sceny, i to zarówno tych z lewej jak i prawej opcji. Tak stało się we Włoszech w 1994 r., gdy pod naciskiem opinii publicznej wprowadzono JOW (wprawdzie tylko w 75 proc.), co wystarczyło do usunięcia w wyborach 80 proc. establishmentu politycznego. Znawcy przedmiotu, zawodowi gracze polityczni dobrze o tym pamiętają. I jakby się umówili, czym prędzej proponują dla siebie szalupę ratunkową, czyli ordynację mieszaną. Choćby 20 -25 proc. mandatów "wybranych" proporcjonalnie, jak ostatnio zakomunikował senator Zbigniew Romaszewski ("Rzeczpospolita" nr 186 z 10.08.2004 r. "Listy"). Może się uda. Liczą, że Polacy "kupią" takie rozwiązanie. W końcu, argumentują demagogicznie, Niemcy je stosują, a to przecież solidny naród. Ale, uwaga, uwaga! Niemcy sami ostro krytykują swoją mieszaną ordynację, której już czas pójść do lamusa historii po 50 latach istnienia. Ona się zużyła. Przestała być konkurencyjna. Gabor Steingart, redaktor "Spigla" w swoim bestsellerze "Upadająca supergwiazda" uznaje Niemcy za chore państwo i proponuje "drugie założenie republiki". Lekarstwem odnowy, pisze, powinno być skorzystanie z angielskich wzorów a pierwszym krokiem ma być wprowadzenie większościowego systemu wyborczego. To samo, na forum Bundestagu, mówi prezydent Związku Niemieckiego Przemysłu (BDI) skupiającego 107 tys. niemieckich przedsiębiorstw, Michale Rogowsky. Twierdzi, że obecna ordynacja rozkłada gospodarkę, generuje korupcję, w konsekwencji prowadzi do stagnacji gospodarczej. Wprowadzenie w Niemczech w 100 procentach jednomandatowego systemu wyborczego zwiększy jednoznaczność podejmowanych decyzji, co jest z kolei warunkiem niezbędnym do podniesienia mobilności gospodarki niemieckiej. A co na to polscy pomysłodawcy mieszanego systemu wyborczego? Oni reagują na to jak przysłowiowy obraz do mówiącego dziada. Czyżby nic nie słyszeli?
Politycy boją się JOW
Zwolennicy mieszanej ordynacji, gotowi są wprowadzić swoje pomysły w czyn, a my lud będziemy jeść tę żabę przez wiele lat. Fraszka Kochanowskiego mówiąca, że mądry Polak po szkodzie pozostanie ciągle aktualna. Senator Zbigniew Romaszewski użył nawet określenia, że taka mieszanka wyborczych systemów to cytuję: "byłby to dar polityków dla narodu" ("Rzeczpospolita" nr 170 z 22.07.2004 r. "Kryzys leczony ordynacją"). Od razu przypominają mi się dary narodu radzieckiego dla narodu polskiego. Brrrr!. Argumenty przeciwko systemowi jednomandatowemu, często udając prawdziwe, są po prostu fałszywe i demagogiczne. No, bo jak inaczej nazwać takie stwierdzenie (tego samego polityka), cyt.: "w wyborach jednomandatowych może zwyciężyć ten, który uzyskał dajmy na to 16,7 proc. głosów. Taki wynik nie daje moralnego prawa reprezentowania wszystkich wyborców", koniec cytatu. Pytam, czy najlepszy w Polsce wynik w ostatnich wyborach do Sejmu posła Marka Borowskiego, 149 tys. głosów, czyli ok. 10 proc wyborców w okręgu, nie mówiąc już o pośle Szrajberze 736 głosy, czyli ok. 0,05 proc daje takie prawo? 16,7 procent poparcia to wręcz zaleta a nie wada systemu jednomandatowego.
Inny często pojawiający się, wyssany z palca, kontrargument JOW brzmi: jeżeli będziemy wybierali posłów w systemie "w każdym okręgu tylko jednego", to Sejm stanie się zbieraniną 460-ciu Leppero-Stokłosów (!). Takiego poglądu nie potwierdzają nigdzie na świecie, zebrane doświadczenia JOW, a nie są one małe ( JOW istnieje w USA od 220 lat). Nie trzeba daleko szukać, przecież 2 lata temu wybraliśmy, właśnie w JOW, 2500 wójtów, burmistrzów i prezydentów. Te samorządowe wybory przeczą namacalnie tej tezie. Pojawiają się też poglądy, że my Polacy, jeżeli będziemy wybierali sami, bez pomocy partii, na pewno wybierzemy złych posłów, w odróżnieniu od takich na przykład Kanadyjczyków, Amerykanów, Anglików czy Hindusów (!). Pozostawiam to bez komentarza.
Najwięcej strachu przed JOW u obecnych polityków wywołuje fakt, że ten system wyborczy będzie powodował polaryzację polityczną i w efekcie dwupartyjność. Różne małe ugrupowania, często całkowicie prywatne, stracą szanse zaistnienia na szerszym forum politycznym. Tak, to prawda. JOW może pogrzebać szanse partii i partyjek oraz ich wodzów i najbliższych popleczników. Ale odpowiedzmy sobie na najprostsze pytanie: czy odbędzie się to ze szkodą dla ludzi i Polski, czy tylko polityków? Oczywiście, że polityków. Oni znikną w swej większości z areny sejmowej. Pojawią się nowi, zdolni wygrywać ten jeden mandat. Wejdą na rynek polityki jak dobry towar na półkę sklepową, w wyniku najzwyklejszej w świecie konkurencji. Przez cały czas politykowania będzie nad nimi wisiał bicz swoich wyborców a nie wodza partyjnego. To inny świat demokracji, inna filozofia rządzenia. My Polacy jej nie znamy. Nigdy, od 1918 roku nie wybieraliśmy swoich posłów w takiej konwencji. Zawsze partyjnie. Nie dziwi mnie, że politycy tak kurczowo trzymają się partyjności. To jest ich jedyny chleb. Ale nie litujmy się nad nimi, godząc się na ordynację mieszaną. Powiedzmy śmiało, tym politykom dziękujemy. Oni łapią się teraz ordynacji mieszanej jak tonący brzytwy. Już słychać nowy zarzut przeciwko JOW; wy woJOWnicy (walczący o JOW) chcecie zlikwidować partie? (Piotr Semka w dyskusji ze mną, na żywo w TV Puls 15.07.2004 r.). Bez partii państwo przestanie istnieć. Wszędzie są partie, nawet w USA i Wielkiej Brytanii, gdzie JOW są od zawsze.
Partie w JOW są obywatelskie
Nie, nie chcemy likwidować partii, broń Boże. My chcemy, aby wreszcie partie stały się obywatelskie w swej istocie a nie tylko z przylepionej nazwy. Partie w systemie JOW tworzą się od dołu, jako wspólnota wyznawanych wartości, tradycji, jakości i skuteczności sprawowania rządów, realizacji pomysłów gospodarczych, socjalnych, polityki zagranicznej etc.etc. Tymi partiami nie zarządza się jak przedsiębiorstwem. Liderami są ci, którym obywatele w każdym okręgu, a nie góra partyjna, dają mandat. W każdym okręgu tylko jednemu, aby było przejrzyście, aby było wiadomo, komu, aby łatwo można go rozliczyć przy następnych wyborach, a może nawet wcześniej odwołać, jak na przykład w Kanadzie. To są partie obywatelskie a nie leninowskie struktury. Jeżeli dobrze przyjrzeć się, to obecne nasze partie, różnią się od PZPR, tylko wielkością i brakiem konstytucyjnych zapisów "o kierowniczej roli". Za takie partie dziękujemy. Wodzowskie partie, jak każda firma, mogą rozkwitać lub upadać. Nie raz zdarzało się, że oddawaliśmy na nie swój głos, a one przestawały istnieć nawet podczas tej samej kadencji Sejmu. Wobec tego, na kogo głosowaliśmy? Partie w systemie JOW są stabilne i w pełni przewidywalne, bo tak naprawdę są ideą a nie hierarchią. W USA Partie Republikańska i Demokratyczna działają od czasów naszego Powstania Styczniowego, tj. od 150 lat. Nawet wówczas, gdy ich liderzy sprzeniewierzali się uczciwości, jeden podsłuchiwał (afera Watergate), inny kłamał (afera Lewinsky), partie traciły tylko chwilowo, bo w tamtej demokracji władzy nie powierza się partiom, władza należy do ludu.
Aby lud bez obaw mógł pozwolić sobie na oddanie władzy jakimś grupkom skrzykniętym w partie, musi żyć w kraju o silnej i ugruntowanej gospodarce. Musi żyć w świecie zdrowych, nienaruszalnych i powszechnie akceptowanych norm moralnych, gdzie działanie pro publico bono, w powszechnym odczuciu obywateli, nobilituje (patrz państwa skandynawskie). Polaków nie stać na ekstrawagancję powierzania władzy partiom. Władza musi podlegać permanentnej kontroli przez lud. Taki nadzór zapewnia ordynacja większościowa z JOW a nie mieszana. A co z dwupartyjnością? Obywatelom, kibicom walki politycznej, całkowicie wystarczy konkurencja między dwoma dużymi ugrupowaniami. Jedno wygrywa, drugie przegrywa i za 4 lata, najwyżej rewanż. System wielopartyjny potrzebny jest tylko politykom. Ludzie nie lubią polityki. Chcą zajmować się własnymi sprawami. Chcą pracować, tworzyć, wychowywać, kochać, śmiać się, uprawiać sport lub mu kibicować. Obywatelom, w swej większości, wystarczy, że raz na cztery lata wybiorą swojego "świeckiego księdza", który będzie reprezentował ich w polityce. Chcą mieć tylko komfort wybrania najlepszego. I to zapewnia jednomandatowy system wyborczy, uwalniając na co dzień człowieka od polityki.
Gotowy wzorzec ordynacji
Darujmy sobie, dochodzenie do prawdziwej demokracji wyboistą drogą, drogą mieszania ordynacji. Od takiego mieszania nie stanie się ona słodsza. Skorzystajmy z dobrze przerobionego na świecie systemu jednomandatowego. Wybierzmy go, gdyż jak dotąd jest najskuteczniejszym systemem wyborczym dla jakości życia obywateli. Nie kombinujmy, choć w tym jesteśmy naprawdę dobrzy. Przenieśmy dokładnie, bez przeróbek i udziwnień i zastosujmy u nas. To nie jest wstyd korzystać z dobrego, to cnota. Głupotą jest nie skorzystać, gdy nawet nie trzeba płacić za licencję i prawa autorskie. Nie bądźmy świętsi od papieża. Zróbmy to na wzór Wielkiej Brytanii. To ten kraj nie ma bezrobocia, a publiczna ochrona zdrowia jest, że "daj Boże" nam taką.
Wprowadzając JOW, wprowadzimy demokrację w Polsce na wyższy poziom. Sama nie dojrzeje, jak chciałby Prezydent RP. Trzeba jej pomóc. Termin "demokracja", podaje, że jest to forma ustroju państwa, w którym uznaje się wolę większości obywateli jako źródło władzy, a sposób rządzenia oparty jest na całym katalogu wartości, określanych mianem demokratycznych. Jeżeli do drugiej części definicji nie mamy zastrzeżeń, że jej atrybuty są w Polsce wprowadzane w czyn, to o pierwszej można powiedzieć, że koń, jaki jest, każdy to widzi. Oczywistym jest, że teraz źródłem władzy w Polsce nie jest wola większości, a wręcz przeciwnie mniejszości usytuowanych w partiach. System mieszany ten stan będzie dalej podtrzymywał. Natomiast, system JOW zreformuje całą filozofię władzy i rządzenia, zagwarantuje wolę większości, czyli stworzy prawdziwą demokrację.
Wrzesień 2004

jow.pl
Producent programu do rozliczania PIT