prof. Jerzy Przystawa
Ordynacja wyborcza Prawa i Sprawiedliwości
Zasadnicze elementy projektu ordynacji PiS są następujące:
- Kraj ma być podzielony na 230 jednomandatowych okregów wyborczych (JOW) w ramach 16 wojewódzkich okręgów wyborczych. Na każde województwo przypada dwa razy tyle mandatów ile jest JOW. A więc np. jeśli województwo zostało podzielone na 15 JOW, to do obsadzenia będzie 30 mandatów
- Każdy wyborca ma dwa głosy: jeden oddaje na konkretnego kandydata, a drugi na partię.
- Każda partia i każdy komitet wyborczy może wystawić tylko jednego kandydata w jednym JOW. Kandydatura musi zostać poparta 500 podpisami wyborców. Jeśli jednak partia zarejestruje kandydatów w połowie JOW, to pozostałych kandydatów nie potrzebuje popierać podpisami.
- Jeśli partia zarejestruje kandydatów w co najmniej połowie JOW w danym województwie, to ma prawo wystawić listę wojewódzką. Ta lista musi zawierać co najmniej tyle nazwisk ile jest mandatów przypadających na to województwo. Na liście tej znajdować się winni wszyscy kandydaci startujący w konkursie w JOW. Ich kolejność ustala partia i nie ma ona związku z tym, ile głosów kto zdobył.
- Mandaty poselskie mogą uzyskać tylko kandydaci tych partii, których listy wojewódzkie uzyskały co najmniej 5% głosów poparcia w skali całego kraju! Nie mają więc jakichkolwiek szans żadni "samotni strzelcy", ani żadne ugrupowania lokalne, bez względu na skalę ich poparcia. Można zdobyć nawet wszystkie głosy w swoim JOW a i tak nic z tego!
- Ile mandatów przypadnie danej partii, która przekroczyła próg wyborczy, o tym rozstrzyga metoda Sainte-Lague. Ilość wygranych wyborów w JOW nie ma tu znaczenia. Mandaty mają być przyznawane proporcjonalnie do ilości uzyskanych głosów. Jeśli jakaś partia zdobędzie więcej mandatów w JOW niż to wynika z proporcji, to niektóre z tych mandatów zostaną jej odebrane, a jeśli mniej, to zostaną dodane z listy partyjnej.
Ta propozycja PiS, którą autorzy sami nazywają "spersonalizowanym systemem proporcjonalnym" nie ma wiele wspólnego z postulatem JOW, zgłaszanym przez Ruch na rzecz JOW i całkowicie rozmija się z oczekiwaniami społecznymi. Jest to w istocie parodia JOW: wg tej ordynacji może się nawet zdarzyć taka sytuacja, że ani jeden zwycięzca w okręgu jednomandatowym nie uzyska mandatu poselskiego! Gdy okręgów jest 230, to na jeden okręg wyborczy przypada nieco ponad 0,4% wyborców. Można więc całkiem sensownie wyobrazić sobie, że tylko jedna-dwie partie przekraczają, w niewielkim stopniu, próg wyborczy, nie zdobywając ani jednego mandatu w JOW. W efekcie te dwie partie wezmą wszystkie mandaty w Sejmie, a zwycięscy jednomandatowi rywale odejdą z niczym! Byłaby to totalna kompromitacja demokracji w Polsce.
Czego bowiem najbardziej nie lubią wyborcy polscy w obecnym systemie i przeciwko czemu najdobitniej protestują?
Bez wątpienia w oczach Polaków największa wadą obecnej ordynacji jest jej niezrozumiałość. Przeciętny Polak nie widzi żadnego związku z oddanym przez niego głosem i wynikami wyborów. Po ostatnich wyborach (ale jest to sytuacja typowa dla wyborów w Polsce) zaledwie jeden na pięciu wyborców znajduje wśród parlamentarzystów kandydata na którego oddał głos. W przytłaczającej większości są to ludzie nikomu nieznani, typowi "ludzie znikąd", którzy częstokroć uzyskali nie więcej niż ułamek promila głosów w swoim okręgu wyborczym. Jeszcze gorzej, kiedy są to ludzie już skompromitowani swoją działalnością parlamentarną, nikt na nich nie głosuje, a oni i tak przechodzą w kolejnych wyborach. W takiej sytuacji, oczywiście, nie może być mowy o odpowiedzialności posła przed swoimi wyborcami. Projekt PiSu tej wady nie usuwa, przeciwnie, jeszcze ją pogłębia. Do tej pory wyborcy przynajmniej mogli zaznaczyć swoje preferencje, ponieważ z list partyjnych wchodzili do Sejmu kandydaci w kolejności zdobytych głosów i czasem się zdarzało, że mandat uzyskiwał ktoś z dalszego miejsca na liście. Według projektu PiS tak już nie będzie: o kolejności przyznawanie mandatów z listy partyjnej decydować będzie partia, a nie wyborcy.
Projekt nie usuwa żadnej z wad dotychczasowych ordynacji: (1) podobnie jak wszystkie inne gwałci nasze bierne prawo wyborcze, uniemożliwiając zdobycie mandatu obywatelom nie zrzeszonym w duże partie polityczne; (2) nadając przywileje partiom gwałci zasadę równości; (3) komplikując dodatkowo procedurę rozdziału mandatów będzie pogłębiać frustrację i niechęć wyborców do udziału w tych procedurach; (4) zapisana w Konstytucji zasada powszechności wyborów do Sejmu zostaje sprowadzona do fikcji; (5)ordynacja ta jest tak samo, a może nawet jeszcze bardziej korupcjogenna niż obecna. Upartyjnienie państwa tylko się pogłębi.
Co chcą osiągnąć twórcy tego pomysłu i dlaczego podrzucają nam tego potworka? Otóż daje on szansę wzmocnienia wyniku partyjnego, poprzez wyeliminowanie konkurencji pomiędzy kandydatami z tej samej listy partyjnej. Obecnie jest tak, że kandydaci z tej samej listy starają się zdobyć jak najwięcej głosów i wypaść lepiej od swoich partyjnych rywali. Muszą więc siebie ukazywać wyborcom w lepszym świetle, a swoich kolegów partyjnych w gorszym. Tracą na tym wszyscy i traci partia, bo taka konkurencja jest często gorsząca i zniechęca wyborców do oddawania głosów na jej listę. W efekcie wynik ogólny jest gorszy i jest to jedna z przyczyn, dla której żadna partia nie jest w stanie zdobyć większości mandatów Sejmie. Pan Ludwik Dorn i jego koledzy doszli do wniosku, że w ten sposób wzmocnią swoją partię i polepszą jej wynik wyborczy.
Można mieć wątpliwości czy ten makiaweliczny pomysł przyniesie powodzenie. Niewątpliwe jest natomiast co innego: wprowadzenie go w życie i to pod szyldem "jednomandatowych okręgów wyborczych" ostatecznie zniechęci Polaków do prób naprawiania państwa poprzez odpowiednią reformę prawa wyborczego. Do tej pory nasi prawodawcy raczyli nas średnio jedną nową ordynacją wyborczą na kadencję. Wszystkie one były na jedno kopyto i dlatego propozycja JOW budzi nadzieję na rzeczywistą zmianę i prawdziwą naprawę państwa. Wprowadzenie takich pseudo-JOW, jakie proponuje PiS, będzie tak mocnym ciosem zadanym w tę ideę, że może trzeba będzie pokoleń, aby sprawa mogła odżyć. I być może to jest właśnie główna "zaleta" tego projektu.
Wrocław, 3 kwietnia 2006

jow.pl
Producent programu do rozliczania PIT