"Patrzeć władzy na ręce"
W ciekawym i inspirującym artykule Zyty Gilowskiej, "Patrzeć władzy na ręce" ("Rz" nr 94 z 22.04.2002 r.) w konkluzji pada pytanie: "Kto ma patrzeć władzy na ręce?" Odpowiedź wydaje się prosta. Konkurencja, która w następnych wyborach pragnie przejąć władzę. Ale w obecnym systemie wyłaniania przedstawicieli (wyborach) konkurencja uaktywnia się dopiero na 40 dni przed wyborami (to ostatni dzień zgłaszania partyjnych list wyborczych). Gdybyśmy wzorem Amerykanów, Anglików, Kanadyjczyków i obywateli jeszcze 60 innych nacji, wprowadzili system wyborów jednomandatowych, to konkurencja polityczna uaktywniałaby się już następnego dnia po wyborach. Obserwować to można w krajach, gdzie w jednym okręgu wyborczym desygnuje się do władzy tylko jednego przedstawiciela (posła, radnego), który wygrywa właśnie w konkurencyjnej walce ten jeden mandat. To najprostszy system wyborczy do "patrzenia władzy na ręce", sprawdzony na świecie i najskuteczniejszy. Najgłębiej ogranicza marnotrawstwo i korupcję. Dziwić się należy, że III Rzeczpospolita nie chce z niego skorzystać. A może by chciała, tylko, że go nie zna, gdyż nigdy w Polsce ani w II, ani III Rzeczpospolitej nie wybierano swoich przedstawicieli w systemie jednomandatowym. Skorzystali z niego Niemcy w 1954 r., Francuzi w 1958 r., Włosi w 1994 r., Japończycy w 1997 r. i ani myślą wracać do starego partyjnego (u nas zwanego proporcjonalnym) systemu wyborczego. Amerykanie, Anglicy, Kanadyjczycy, Australijczycy mieli ten system od zawsze. Może warto spróbować?

jow.pl
Producent programu do rozliczania PIT