Wydarzenia + Samorząd lokalny,
dobro wspólne a ordynacja wyborcza

Jan Jagielski
(pełnomocnik OKIU na rzecz wprowadzenia JOW w wyborach samorządowych)

Samorząd lokalny, dobro wspólne a ordynacja wyborcza

Samorząd lokalny

Aby odnieść się w sposób właściwy do zadanego tematu, należy uzyskać odpowiedzi na następujące pytania. Po co wybieramy samorząd? Jakie cele samorząd ma realizować? Komu samorząd ma służyć? Czy samorząd ma służyć, czy tylko administrować? Kto ma być beneficjentem działań samorządu? Należy też określić, w jakim systemie chcemy żyć, jakie wartości są dla nas najważniejsze, jakim ideałom podporządkowane ma być życie publiczne i społeczeństwo? I kwestia najważniejsza, kto ma na to odpowiedzieć oraz jakiej formuły weryfikującej użyć, aby uzyskać odpowiedź obarczoną najmniejszym błędem?

Odpowiedź na większość z postawionych pytań wydaje się być oczywista dla przeciętnego Polaka, zwłaszcza od momentu, gdy jako naród uzyskaliśmy możliwość samodzielnego, suwerennego stanowienia o swoim losie. Uzyskanie jednolitej odpowiedzi na te pytania od wszystkich obywateli naszego kraju nie jest jednak możliwe. Odpowiedzi będą się różnić tym bardziej im bardziej poszczególne środowiska, czy grupy, będą zainteresowane swoim miejscem i rolą w systemie samorządowym. Od początku procesu transformacji ustrojowej samorząd terytorialny jest areną rywalizacji wszelkich czynników, z których jednym z najistotniejszych jest biurokracja centralna i terenowa, często będąca fizyczną i mentalną pozostałością minionej epoki. Łatwo jest zmienić prawo, trudniej przebudować instytucje, a najtrudniej ludzką mentalność. W poprzedniej epoce nie funkcjonowało w społecznej świadomości rozróżnienie pomiędzy partią, administracją i biurokracją. Wydaje się, że dziedzictwo tamtego postrzegania życia społecznego najbardziej zakorzenione jest dziś w świadomości funkcjonariuszy partyjnych, zwłaszcza z partii będących w fazie sprawowania decydującej roli w państwie, a objawiające się niechęcią do upodmiotowienia obywateli. Ten stan świadomości partyjnych gremiów decyzyjnych, blokujących procesy społeczne, nie pozwala na uwolnienie potencjału tkwiącego w społecznościach lokalnych. Społeczność lokalna nie postrzega zaś partii i polityków jako sprzymierzeńców w rozwoju swojej miejscowości czy regionu.

W opracowaniu sporządzonym na podstawie badań prowadzonych w 2002 roku nad samorządem terytorialnym w Wyższej Szkole Administracji Publicznej w Kielcach, Dr Janina Kowalik pisze: "Począwszy od drugiej kadencji odrodzonych samorządów zauważa się wzrastające ich upolitycznienie. Partie polityczne są - z założenia - elementem politycznej organizacji społeczności lokalnych, aktywizacji i reprezentacji interesów szerszych grup społecznych w samorządzie. Naturalny w warunkach demokracji, system samoorganizacji społeczeństwa poprzez włączenie się partii w walkę o władzę samorządową, nie spotkał się z akceptacją polskiego społeczeństwa. Społeczeństwo polskie, w zdecydowanej większości, postrzega problemy samorządowe jako apolityczne, toteż pojawienie się partii w samorządach nie spotkało się ze społecznym entuzjazmem. Dodatkowo, przeniesienie podziałów partyjnych z poziomu centralnego na poziom lokalny przyniosło ze sobą problemy, podziały i konflikty, które kierowały uwagę rad gmin na sprawy niekiedy - w społecznym odczuciu - abstrakcyjne oraz w sposób nadmierny je konfliktowały. Fakt, iż polskie społeczeństwo jest antypartyjne nie przysporzył lokalnym partiom politycznym sympatii mieszkańców. Na lokalnym poziomie, zaangażowanie mieszkańców w działalność partii politycznych oraz organizacji podejmujących walkę o miejsca w radzie, nie przekracza 0,3 procenta1".

Nie potrzeba dużej wyobraźni, aby przewidzieć skutki przeniesienia walki politycznej ad 2006 obserwowanej na centralnej scenie politycznej na poziom nowo wybranych samorządów terytorialnych. Mając na uwadze także niską frekwencją wyborczą, wynikającą głównie z braku faktycznego wpływu przedstawicieli lokalnych społeczności na wybór ich reprezentantów, zniechęcenie do polityki i upolitycznienie samorządu, należy wprowadzić zmiany odwracające pogłębiające się negatywne tendencje w funkcjonowaniu społeczności lokalnych. Jakich zmian należy więc dokonać, aby osiągnąć większe poczucie wspólnoty lokalnej a poszczególnych obywateli uczynić odpowiedzialnymi za los swoich społeczności?

Dobro wspólne.

Historia ostatnich lat transformacji ustrojowej pokazuje, że dokonanie istotnych zmian w postrzeganiu i realizowaniu celów społecznych i aspiracji narodowych jest niezwykle trudne, złożone i czasochłonne. Większość społeczeństwa miała nadzieję na przyspieszenie tych procesów wraz z zapowiedzią budowy IV Rzeczypospolitej przez prawicowe partie idące po zwycięstwo wyborcze w ostatnich wyborach parlamentarnych. Wydawało się, że zwycięstwo wyborcze dwóch dominujących na scenie politycznej partii o solidarnościowym rodowodzie pozwoli na budowanie nowej wspólnoty, nowego narodu połączonego wewnętrznymi więziami, uniwersalnymi wartościami, jasnymi i uczciwymi zasadami postępowania w oparciu o nowe instytucje służące rozwojowi tej wspólnoty. Większość naszych obywateli wierzyła, że wreszcie przyjdzie czas na wdrożenie w życie publiczne przesłania wygłoszonego 11 czerwca 1999 roku w polskim sejmie przez największy współczesny autorytet moralny, papieża Jana Pawła II, który powiedział "Jest oczywiste, że troska o dobro wspólne winna być realizowana przez wszystkich obywateli i winna się przejawiać we wszystkich sektorach życia społecznego. W szczególny jednak sposób ta troska o dobro wspólne jest wymagana w dziedzinie polityki. Mam tu na myśli tych, którzy oddają się całkowicie działalności politycznej, jak i poszczególnych obywateli. Wykonywanie władzy politycznej czy to we wspólnocie, czy to w instytucjach reprezentujących państwo, powinno być ofiarną służbą człowiekowi i społeczeństwu, nie zaś szukaniem własnych czy grupowych korzyści z pominięciem dobra wspólnego całego narodu".

Dziś, po kilku miesiącach funkcjonowania nowego układu politycznego, większość z nas utraciła nadzieję na znaczący przełom w polskim życiu publicznym. Niewątpliwie przyczyna takiego stanu rzeczy jest w nas samych, w naszych cechach narodowych, w dążeniu do niezależności, przywiązaniu do własnych wartości i braku szacunku dla wartości prezentowanych przez innych. Już w 1932 roku Prymas Polski August Kardynał Hlond w Liście Pasterskim: "O chrześcijańskie zasady życia państwowego" w rozdziale: "Obowiązek zwalczania zdziczenia politycznego" pisał: "Klęską dzisiejszego życia politycznego jest nienawiść, która dzieli obywateli państwa na nieprzejednane obozy, postępuje z politycznymi przeciwnikami jak z ludźmi złej woli, poniewiera ich bez względu na godność człowieczą, panoszy się kłamstwo, demagogia, oszczerstwo, nieszczery i niski sposób prowadzenia dyskusji i polemiki. Żądza władzy i prywata prowadzą bezwzględną walkę o rządy i stanowiska, a pozorują je troską o państwo, które zwykle odłamy polityczne utożsamiają z sobą. Chorobliwe podniecenie i namiętność polityczna zasłaniają spokojny sąd o ludziach i sprawach, mieszają politykę do wszystkiego, wszystko osądzają ze stanowiska partyjnego, wyolbrzymiają znaczenie wypadków publicznych, wnoszą niepokój w całe życie".

Podobne oceny naszych skłonności do niezgody opisuje ksiądz Jędrzej Kitowicz uwieczniając w swoich pamiętnikach Polskę czasów saskich znanych z niczym nieskrępowanej wolności szlacheckiej, "liberum veto" i powszechnej niemożności zapobieżenia zniewoleniu ojczyzny. Dziś, tak jak wtedy, nasze życie publiczne jest chore, skorumpowane, pełne prywaty, podporządkowane interesom i ambicjom grupowym i osobistym. Słów Prymasa Hlonda nikt dziś nie pamięta, pamiętników księdza Kitowicza nikt nie czyta. Wszyscy jednak chętnie powtarzamy słowa naszego Wielkiego Polaka, Papieża, Jana Pawła II, który już w encyklice "Centessimus annus" daje nam wskazówki jak budować nowy ład społeczny i ekonomiczny. To tam pojawia się stwierdzenie, że najlepsze warunki dla rozwoju człowieka stwarza demokracja, demokracja zapewniająca udział obywateli w decyzjach politycznych i kontrolę rządzących, demokracja mająca oparcie na gruncie stałych wartości. Wielokrotne przestrogi Papieża, że demokracja musi opierać się na wartościach, na określonym porządku aksjologicznym, gdyż w przeciwnym razie przemienia się w totalitaryzm, są dziś dla Polski przestrogą, której nie wolno nam lekceważyć i zapominać. Dlaczego więc Polacy, mając tak wielkie skłonności do poszukiwania nowych przestrzeni wolności i tak wielkie przywiązanie do nauki Jan Pawła II, nie potrafią dziś odciąć się od patologicznego systemu wyborczego, który demoralizuje polityków i poniża społeczeństwo? Dlaczego nie usuniemy współczesnego "liberum veto" zapisanego w konstytucji pod postacią proporcjonalności procedur wyborczych?

Ordynacja wyborcza do samorządów terytorialnych

Należy od razu zaznaczyć, że zmiana ordynacji wyborczej do samorządu terytorialnego wszystkich szczebli nie jest warunkowana zmianą Konstytucji. Formalnie więc, nie ma żadnych przeszkód, aby obecny parlament realizując przesłanie Wielkiego Papieża i Wielkiego Polaka w imię roztropnej troski o dobro wspólne i odwrócenia postępującej degradacji życia publicznego, wprowadził już w najbliższych wyborach samorządowych wybory większościowe w jednomandatowych okręgach wyborczych (JOW) z jedną turą wyborczą. Tylko taka ordynacja wyborcza pozwala na przezwyciężenie dawnych i nowych podziałów na "my i oni" a także jest szansą na zbudowanie autentycznych więzi społecznych. Te więzi są niezbędne, aby demokracja nie przerodziła się w oligarchiczną lub totalitarną hybrydę demokracji. Bez autentycznych więzi, pomiędzy społecznością lokalną a jej reprezentantem, nie można mieć nadziei na zmianę relacji obserwowanych dziś na polskiej scenie politycznej. Przykłady krajów, w których wybory organizowane są w JOW pokazują, że tylko w małym okręgu wyborczym te więzi funkcjonują prawidłowo. Funkcjonujące obecnie w Polsce na poziomie samorządu terytorialnego duże, wielomandatowe okręgi wyborcze uniemożliwiają kontakt wybranych z wybierającymi. Często ten kontakt odbywa się tylko poprzez media i jest ograniczony do okresu kampanii wyborczej. To uniemożliwia jakikolwiek dialog i wymaga sporych nakładów finansowych, pochodzących głównie ze środków społecznych. JOW dają też nadzieję na zmianę charakteru i roli partii politycznych poprzez zmianę logiki ich działania.

W chwili obecnej partie generalnie są postrzegane jako pewnego rodzaju grupy interesu i z tego względu mają tendencję do wypierania obywatela z życia publicznego, rekompensując to sobie niejako przyciąganiem w swoje szeregi wszelkiej maści karierowiczów. Ordynacja większościowa z JOW czyni z partii politycznych siłę wspierającą działania obywatelskie, zmuszając partie raczej do słuchania obywateli, niż narzucania im swoich rozwiązań, w tym także rozwiązań personalnych polegających na akceptowaniu w swoich szeregach autentycznych lokalnych przywódców. Rozwiązanie to, preferując wolę większości, eliminuje niesnaski i zachowania patologiczne, a poprzez łatwość weryfikacji wyborczej i możliwość odwołania w trakcie kadencji, dyscyplinuje reprezentantów jak i desygnujące ich do służby społecznej partie.

Wszyscy odnosimy wrażenie, że obowiązujący w Polsce system wyborczy nie przystaje do potrzeb nowoczesnego, oświeconego, aspirującego do należnej nam roli we współczesnym świecie społeczeństwa. Znając więc przeszkody natury prawnej, mentalnej, a także zwykłe ludzkie wątpliwości blokujące wprowadzenie JOW do ordynacji parlamentarnej, zreformujmy teraz system wyborczy do samorządu terytorialnego na jednomandatowy, większościowy, z jedną turą wyborczą i na tej płaszczyźnie sprawdźmy jego działanie. Sprawdźmy w ten sposób przydatność JOW do dalszego reformowania państwa. Zróbmy to teraz w imię roztropnej troski o Polskę, nasze dobro wspólne, w imię lepszej przyszłości kolejnych pokoleń Polaków, w imię pamięci Wielkiego Rodaka - Papieża Jana Pawła II.