"Nie lękajmy się. Odnówmy oblicze Tej Ziemi"
TAMIZA
Profesor Antoni Kamiński, socjolog z Uniwersytetu Warszawskiego, podczas wykładu w Business Centre Club, dokonał śmiałej oceny strony intelektualnej naszego Sejmu, w której uznał, że tylko 20 procent posłów do końca rozumie to, co uchwala swoim podniesieniem ręki. Reszta nie powinna tam zasiadać. Gdzie przyczyna, że polski Sejm jest zgromadzeniem miernot a nie najwybitniejszych. Przecież On ustanawia Polakom prawa. On dzieli nasze pieniądze. Tam powstaje rząd. Czy godzimy się z tymi faktami? Oczywiście, że nie. Zżymamy się i kpimy z Sejmu i posłów, gdyż to oni tworzą stan degrengolady politycznej, kręcącej się w chocholim tańcu bylejakości. Ale to śmiech przez łzy, gdyż ten stan po prostu nam uwłacza. Przecież to polski Sejm. Nie kreolski, nie angielski lub jakiś inny, ale rodzinny, jak śpiewa Jan Kaczmarek. W bezsilności rozgrzeszamy się słowami; no tak, ale cóż można zrobić? Polityka jest brudna i chora, a tak widocznie musi być, że nie da się jej wyleczyć. Ale czy rzeczywiście? O co tutaj tak naprawdę chodzi? Chodzi o utrzymanie mętnej wody polityki, w której łatwiej łowić, chodzi o władzę, która jest jak opium. A człowiek, lud, obywatel, Polska? Owszem przy okazji, ale później, na drugim planie, po partii. Zlikwidować partie? Nic podobnego, ale jej parlamentarnymi liderami muszą się stać najlepsi a nie BMW (bierni, mierni, ale wierni). Najznakomitsi spośród znakomitych. Tylko skąd ich brać? I tu dochodzimy do samego sedna.
Wydaje się, że przyczyny polskiej chorej polityki, tkwią w sposobie wybierania Sejmu. To drążący rak. Otóż Sejm tworzą desygnowani zaufani partyjni, a my głosując legitymizujemy ich. I nie ma to de facto znaczenia, czy posłem będzie ten pierwszy, czy siódmy na liście wyborczej. Każdy został już wcześniej wybrany. Tacy parlamentarzyści kontrolowani są przez czapy partyjne a nie przez wyborców, czyli większość obywatelską. Nasza demokracja to rządy zdecydowanej mniejszości skupionej w partiach a nie większości. Odwrócenie tej zależności i doprowadzenia do sprawowania władzy przez większość może być ozdrowieńczym kluczem do poprawy zdrowia pacjenta. Przypomnijmy sobie definicję demokracji, która mówi, że jest to forma ustroju państwa, w którym uznaje się wolę większości obywateli jako źródło władzy. Taką demokrację zapewni ustanowienie jednomandatowych okręgów wyborczych, w których większość obywatelska z okręgu wyborczego będzie kontrolowała swojego, tylko jednego polityka, wybranego w prawdziwie powszechnych, wolnych i równych wyborach. Ten system wyborczy Anglicy i Amerykanie stosują z dobrym skutkiem wybierając bez udziwnień w jednej turze. Nazywają go "The winner takes all" (zwycięzca bierze wszystko) lub "First past the post" (pierwszy na mecie). Jak on może uzdrowić politykę? Bo uprości ją do bólu, uczyni powszechnie zrozumiałą, jasną i przejrzystą. Stworzy najzwyklejszą w świecie konkurencję, która w walce o ten jeden mandat wykreuje "najlepszy polityczny towar". Uczciwość będzie wymuszana systemowo. Ona musi się opłacać, bo tylko pozytywne wartości kandydata będą skutkować wygraną w takich wyborach. Zawierzmy mądrości: "nie lękajmy się. Odnówmy oblicze Tej Ziemi". Wtedy Sejm, wypełniony tak wybranymi, może stać się dostojnym i przewidywalnym. Przestaniemy się go wstydzić. To będzie nasz Sejm a nie "onych".
Na takie dictum leczenia przyczynowego polskiej polityki na pewno zareaguje nasz rak, który zacznie się bronić wszelkimi sposobami przed wycięciem. Ale to od naszej obywatelskiej determinacji będzie zależało czy go pokonamy i usuniemy, czy pozwolimy mu rozwijać się aż do obłąkanych form. W Wielkiej Brytanii już na poziomie gimnazjalnym naucza się, że w systemie wyborczym jednomandatowym żaden Hitler nigdy nie doszedłby do władzy.
A co ma do tego Tamiza? Otóż ta angielska rzeka jest symbolicznym, metaforycznym przykładem prostego uzdrawiającego zabiegu. Swego czasu była brudnym ściekiem, bez jakiegokolwiek życia. Parlament brytyjski poszukał przyczyny trucia i po prostu z pełną determinacją, wykonał najprostszy i najskuteczniejszy leczący zabieg. Nakazał zamienić zakładom miejsce poboru wody z rzeki z miejscem zrzutu ścieków. Wydał ustawę, że każdy, kto korzysta z rzecznej wody musi odprowadzać ścieki powyżej miejsca jej poboru. Po prostu tylko zamienił względem siebie dwa miejsca. Teraz nad rzeką siedzą wędkarze i trafiają nawet na ryby łososiowate. Dlaczego my nie możemy zrobić tego samego wzorem Wielkiej Brytanii? Nasi uzdrowiciele próbują leczyć polskie rzeki objawowo. Większe kary dla trucicieli, nowe przepisy itd. itp.
Podobnie chcą nam naprawiać politykę - objawowo. Usuńmy przyczyny. Skorzystajmy z gotowych brytyjskich wzorów. Nie musimy nawet płacić za licencję. Zmieńmy sposób wyboru posłów. Niech konkurują o mandat w jednomandatowych okręgach wyborczych. Odwróćmy naszą politykę z partyjnej na większościową, obywatelską. Wybierajmy człowieka a nie partie. Wówczas polityczna woda będzie czystsza i przejrzystsza a my, obywatele z większym zainteresowaniem i uwagą będziemy wyławiali najlepsze kąski podczas wyborów. A i łososie też się z pewnością trafią.
Warszawa 10.04.2005 r.

jow.pl
Producent programu do rozliczania PIT