Platforma Obywatelska od pierwszych dni swego istnienia zapewnia, że zmieni ordynację wyborczą do Sejmu i ustanowieni jednomandatowe okręgi wyborcze (JOW), "byśmy mogli głosować na konkretne osoby, a nie partyjne listy", "aby przywrócić państwo ludziom, powstrzymać upartyjnienie Polski". "Wyborcy będą głosować na poszczególnych ludzi a nie na partyjne listy ułożone gdzieś gabinetach politycznych, z dala od ich miejscowości". "Takie rozwiązanie buduje więź między obywatelami a ich reprezentantami". To oczywiście zacytowane hasła z kampanii wyborczej Platformy. Wszystko pięknie, ale uwaga! Samo wprowadzenie JOW bez ustanowienia kilku, wydawałoby się z pozoru drobnych szczegółów, nie zmieni naszej obecnej partyjnej demokracji w obywatelską, gdyż diabeł ordynacji tkwi właśnie w szczegółach. Warto wiedzieć, że na przykład Korea Północna ma okręgi jednomandatowe, co nie zmienia faktu, że trudno nazywać ten kraj demokratycznym!
W jakim celu przeprowadza się wybory?
Pytanie, wydawałoby się z pozoru - retoryczne, jednak odpowiedź na nie, to klucz do rozumienia współczesnej demokracji, To klucz do zrozumienia polityki. Otóż w każdym ustroju, od totalitaryzmu przez autorytaryzm po demokrację, wybory organizowane są na pewno po to, aby uwiarygodnić władzę. Ale, w demokracji, czyli formie ustroju państwa, w którym uznaje się wolę większości jako źródło władzy, cele wyborów są zasadniczo dwa: odzwierciedlić poglądy albo wyłonić większość rządową. Albo - albo. Nie daje się za pomocą jednego procesu wyborczego realizować jednocześnie tych dwóch celów zasady reprezentacji, gdyż pozostają one wobec siebie w sprzeczności. Nie można jednym krzyżykiem wyborczym jednocześnie wybrać np. kobietę lub mężczyznę a do tego przedstawić ich według temperamentu określając ilu jest flegmatyków, melancholików, sangwiników czy choleryków. Tak samo nie można za pomocą wyborów wyłonić większości do rządzenia a jednocześnie odzwierciedlić rozkład zapatrywań politycznych zwolenników liberalizmu, socjalizmu, nacjonalizmu czy ekologii. To jest alternatywa. I tak, świat demokratyczny odbicie poglądów próbuje uzyskać poprzez stosowanie okręgów wielomandatowych i głosowanie na listy partyjne. To system istniejący u nas, nazywany przez politologów umownie proporcjonalnym, choć z matematyczna proporcjonalnością niewiele ma wspólnego. Natomiast wyłonienie większości rządowej osiągane jest za pomocą wyborów na wzór brytyjski, w systemie "3 x 1" to znaczy: 1 okręg - 1 tura głosowania - 1 poseł. W wyniku takiej techniki wyborczej większość uzyskują laburzyści, bądź konserwatyści, czy jak w USA demokraci lub republikanie. O ile system brytyjski w sposób namacalny, rzeczywisty, realizuje cel zasady reprezentacji - wyłania parlamentarną większość rządową - to w systemie, tzw. proporcjonanym, ani w żadnej innej jego mutacji (z niemiecką włącznie) odzwierciedlenia poglądów nie daje się zaobserwować. Doszukiwanie się w wyborach odbicia poglądów społeczeństwa, to pokutujący od dziesięcioleci mit na miarę mitu sprawiedliwości społecznej ustroju socjalistycznego. Czy system wyborczy proporcjonalny pozwala, wyłonić większość rządową? Nic z tych rzeczy. W wyborach w roku 2001 SLD uzyskała 41,04% poparcia, co dało 216 mandatów. W ostatnich wyborach 41,51% dla PO dało zaledwie 209 mandatów. W 1983r. w Niemczech koalicja CDU/CSU miała 48,8 % poparcia a i tak większości w Bundestagu nie osiągnęła. Takie doświadczenia płyną z krajów stosujących systemy proporcjonalne. Między bajki należy włożyć możliwość uzyskania większości rządowej jednej partii bez wprowadzenia brytyjskiego wzorca systemu wyborczego "3 x 1". To pobożne życzenia bez dowodów w światowej praktyce politycznej. Przyjmowanie przedwyborczego założenia politycznego, że można zdobyć większość sejmową w wyniku ordynacji proporcjonalnej jest obarczone większym błędem niż prorokowanie, że na olimpiadzie w Pekinie wygramy złoto w siatkówce. Liczenie na to, że Polska stanie się tym wyjątkiem potwierdzającym regułę świadczy albo o braku wiedzy o systemach wyborczych, albo o cyniźmie graczy politycznych głoszących hasła typu "wygramy i obejmiemy samodzielnie władzę". W naszym obecnym systemie wyborczym jedna partia większości sejmowej nie uzyska. Może osiągnąć najlepszy wynik wyborczy, ale aby mieć większość rządową konieczne będą koalicyjne porozumienia. Trwanie w ordynacji wyborczej proporcjonalnej, bez względu, jaką jej mutację zastosujemy, nie zmieni strategii politycznej. Koalicyjność pozostanie jej głównym atrybutem.
Brytyjczycy i Amerykanie rządzą w systemie "albo my albo wy". Rządzenie kompromisowe uznawane jest, i słusznie, jako zdecydowanie gorsze. W Wielkiej Brytanii w 1974 roku, wyjątkowo, zdarzyło się, że po wyborach żadna z dwóch głównych partii nie uzyskała samodzielnej większości w parlamencie. Politycy brytyjscy nie przystąpili do koalicyjnych przepychanek, aby stworzyć większość rządową. Powtórzyli wybory, gdyż uważają, że wartość samodzielnego, odpowiedzialnego rządzenia jednej partii jest dla demokracji najważniejsza.
Pół na pół i telefon do przyjaciela
W kuluarach Sejmu RP pojawiają się pomysły zmiany ordynacji do Sejmu RP na wzór niemiecki 50/50 procent (połowa posłów wybierana w głosowaniu na partie, połowa w okręgach jednomandatowych). Można usłyszeć słowa, że proponowana jest nowa ordynacja wyborcza, określana mianem systemu mieszanego. Ale uwaga! Współczesna politologia ze względu na skutki wyborcze klasyfikuje ordynacje mieszane do - stricte systemu proporcjonalnego. Ten system jest mieszany dla polityków. Wmontowanie elementów wyborów personalnych, jak zauważa niemiecki ekspert (Diter Nohlen), nie zmienia tu niczego. To są wybory proporcjonalne. Autorytety europejskiej politologii nazywają go wręcz "perwersyjnym" (Robert Newland), czy "deviant case" - zboczony przypadek (Maurice Duverger). Badacz ordynacji wyborczych z Instytutu Studiów Politycznych PAN dr Radosław Markowski stwierdza, "współczesne ordynacje mieszane klasyfikuje się w politologii jako odmianę proporcjonalnych" ("Rz" nr179 z 2.08.2004 r. "Ordynacyjny Fetysz").
Jak taka ordynacja działa w Niemczech? Otóż Niemcy w wyborach dysponują 2-ma głosami. Głos drugi oddają na partie a pierwszy na kandydata w okręgu jednomandatowym. Z pozoru całkiem do rzeczy: można wybrać partie i dodatkowo człowieka. A jak jest w rzeczywistości? Wyborca niemiecki przy urnie wyborczej głosem pierwszym wybiera partie a głosem drugim. również partie. Wybiera spośród kandydatów w okręgu jednomandatowym symbol partyjny i stawia przy nim krzyżyk wyborczy. Partie partie uber alles. Tak czyni (wg badań niemieckich) 90% wyborców.
Czy my Polacy, po wprowadzeniu systemu wyborczego "pół na pół" zachowywalibyśmy się inaczej niż Niemcy? Nic z tych rzeczy. Podczas wyborów, 2005 r., czy 2007 r. wybieraliśmy według podobnego mechanizmu. W pierwszym głosie - do Sejmu - wybieraliśmy partie, a w drugim, głosie personalnym - do Senatu - również partie. Szukaliśmy przy nazwisku kandydata symbolu partyjnego PiS lub PO i stawialiśmy krzyżyk. Tak zachowywało się ponad 90 % wyborców. Po wyborach Fundacja Madisona wykonała wśród Warszawiaków, biorących udział w wyborach, badania pod hasłem: czy znasz nazwiska 4 wybranych warszawskich senatorów. Otóż z setek przepytanych osób nikt (słownie: zero) nie był w stanie ich wymienić. Partie owszem, tak. Zawodowi znawcy przedmiotu wiedzą o tym bardzo dobrze i chcąc utrwalić partyjne przełożenia wyborcze proponują niby nową ordynację wyborczą.
I tu jesteśmy w domu. Ordynacja mieszana, to jest właśnie to, o co zabiegają politycy, bo mają w tym swój partyjny interes. To nie jest interes Polski i Polaków. Gdyby, taka ordynacja została u nas uchwalona, wszystkie złe cechy demokracji partyjnej zostałyby zachowane. Pozostałyby koalicje, przesilenia, haki, grupy trzymające władzę. Można by dalej, w niby nowym politycznym świecie, kręcić, przekręcać, wpływać, dzielić - czyli rządzić po staremu. Gdy słyszę hasło "ordynacja mieszana" to wiem, że chodzi o mieszanie ludziom w głowach. Godząc się na wybory w systemie proporcjonalnym (bez względu na to jak nim zamieszamy, czy jakie zastosujemy metody przeliczania głosów na mandaty), godzimy się na oddanie całej władzy partiom. Godzimy się na rezygnację z możliwości wyłaniania trwałej większości rządowej w drodze wyborów.
Pół wieku temu daliśmy się złapać na komunizm - nie dajmy się złapać na niby dobre, bo niemieckie, "pół na pół". Jeżeli chcemy budować uczciwe i praworządne państwo, musimy odrzucić pomysł ordynacji mieszanej. To półśrodek demokracji, a tylko miłość lubi półśrodki, półmroki i półkroki, jak mawiał znany satyryk. Dla dobra demokracji nad politykami musi cały czas wisieć bicz wyborców. Po zastosowaniu ordynacji wyborczej "pół na pół" politycy przed ludem pozostaną nadal bezkarni. Mieszając oba systemy wyborcze zachowamy się jak przysłowiowy stryjek zamieniający siekierkę na kijek.
Dojrzewanie do demokracji (!)
Już czas, aby w Polsce odbyła się debata ustrojowa zakończona referendum. Już czas, aby obywatele wypowiedzieli się czy chcą ustanawiać na drodze wyborów sejmową większość rządową, czy też w wyborach wystarczy im rola opiniujących partie polityczne. Już czas, aby obywatele opowiedzieli się, który z celów demokratycznej zasady reprezentacji będzie im w wyborach bardziej odpowiadał: jednopartyjne rządy z bezpośrednią odpowiedzialnością przed wyborcami za ich jakość, czy co najmniej wątpliwe w praktyce, reprezentowanie różnych, poglądów w Sejmie? Na tak postawione pytania, a tak właśnie należy je stawiać, jednoznacznej odpowiedzi nie będzie. Znajdą się zwolennicy jednej jak i drugiej opcji, gdyż cele wyborów są zasadniczo dwa: odzwierciedlić poglądy albo wyłonić większość rządową. Albo - Albo. Głosując w referendum konstytucyjnym w 1997 roku, już raz określiliśmy nasze preferencje w tym temacie. Zdecydowaliśmy swoją większością, że od wyborów oczekujemy tylko reprezentacji poglądów a nie możliwości decydowania o większości rządowej. Głosując wtedy za konstytucją, która w art. 96 p.2 określa nasze wybory przymiotnikiem "proporcjonalne" brak nam było świadomości, że wybieramy jedną z dwóch opcji demokratycznych systemów wyborczych. Nie zdawaliśmy sobie sprawy, że będziemy w wyborach tylko opiniować partie a nie wybierać większość sejmową. Nie będziemy wybierać ludzi tylko bezosobowe ciała (partie), które będą żyły własnym życiem bez udziału obywateli. Opowiedzenie się za konstytucją w 1997 roku, było plebiscytem emocjonalno - historycznym a nie świadomym wyborem filozofii rządzenia, wyborem jednej z dwóch, nieprzystających do siebie demokracji. Nie zdawaliśmy sobie sprawy, że decyzję o tym, kto ma rządzić, po wyborach, już bez naszego udziału, zostawiamy politykom partyjnym, którzy kotłując się w koalicjach będą decydować o tym, jaki kołtun z tego mierzwienia wyjdzie. Ba, nawet w Sejmie tego nie rozumiano. Podczas debaty konstytucyjnej poseł Wojciech Błasiak wzywając do ustanowienia jednomandatowych okręgów wyborczych (JOW) i skreślenia z projektu konstytucji przymiotnika wyborczego "proporcjonalne", został wręcz wytupany. Czy posłowie tego nie rozumieli, czy byli obrzydliwie cyniczni kpiąc sobie w żywe oczy z woli ludu? Przecież wybory w systemie JOW budują, wyższy poziom demokracji niż nasz. Dla Amerykanina, Brytyjczyka, dzięki jednomandatowemu systemowi wyborczemu, znajomość swojego posła nie stanowi żadnego problemu. Tam każdy wie, kto go reprezentuje w polityce. To wartość demokracji czy wada?
Odpowiedź na zasadnicze pytanie o cel wyborów: wybierać większość rządową czy tylko artykułować poglądy, jest ciągle aktualne. Podczas Wielkiego Strajku w 1980 r. temat ordynacji wyborczej w ogóle nie istniał. W 1989 roku, o ordynacji wyborczej zadecydowały tzw. elity polityczne przy Okrągłym Stole. Obywatele w Polsce, na ten temat jeszcze nie wypowiedzieli się. Nie jestem zwolennikiem spiskowej teorii dziejów i nie wierzę, że świadomie podsunięto Polakom partyjną a nie obywatelską demokrację To nie jest wstyd popełnić błąd. Nie błądzą ci, co nic nie robią. Grzechem jest tkwić w błędzie i nic nie czynić, aby go naprawić.
Demokracja - wola ludu
W wyborach ludzie chcą autentycznie wybierać a nie tylko brać udział w plebiscytach "przeciw". Stawiając obywatelowi dwa proste pytania: czy wolisz wybierać człowieka czy partie, większość odpowie - człowieka, a pytając, czy w wyborach chciałbyś móc wybierać władzę (większość rządową w Sejmie), czy wystarczy ci, że zagłosujesz za partią, większość opowie się za wyborem władzy. Jeżeli mamy się zwać demokracją, to czy wolno ignorować wolną wolę większości obywateli? Czy wybory mają być świętem demokracji, czy przykrym obowiązkiem obywatelskim? Toć przecież ta demokracja ma być dla ludu a nie odwrotnie.
Spór o ordynację: to spór o demokrację. Czy ma być partyjna na bazie wyborów proporcjonalnych, czy ma być obywatelska na fundamencie jednomandatowych okręgów wyborczych? Czy obywatele mają tylko legitymizować władzę, czy mają mieć bezpośredni wpływ na jej wybór, wybór większości rządowej? Czy obywatelom wystarczy, tylko udział w wyborach i rola fasady demokracji, czy obywatele mają autentycznie stać się podmiotem wyborów? Spór o ordynację to spór o filozofię rządzenia w IV Rzeczypospolitej. Czy poprzedzać je mają permanentne, koalicyjne rozgrywki, czy ma to być odpowiedzialne rządzenie jednej partii? To jest alternatywa. A więc czy ordynacja wyborcza ma być dowolną mutacją systemu proporcjonalnego, czy też większościowa, jednomandatowa w 100 procentach w systemie "3 x 1" to jest: 1 okręg - 1 tura głosowania - 1 poseł.
Brnąc w obecnej demokracji, wielopartyjnej, koalicyjnej, wodzowskiej, nie dziwmy się obserwowanym łamańcom politycznych przepychanek, układów, układzików, grup trzymających władzę, pozornie niezrozumiałych posunięć, języczków u wagi etc., etc. Są to konsekwencje proporcjonalnego systemu wyborczego, podczas którego my obywatele oddajemy rządzenie właśnie partiom i partyjkom i na tym nasza obywatelska rola w polityce kończy się. Reszta to nie MY, to ONI. Jeżeli natomiast uznamy, że nie stać nas na ekstrawagancję oddania całej władzy grupkom ludzi skrzykniętym w partie, często o prywatnym charakterze a chcemy mieć realny wpływ na rządzenie, wówczas musimy opowiedzieć się za drugą opcją demokracji i jej fundamencie, czyli o jednomandatowych okręgach wyborczych (JOW). Albo - Albo.
Mariusz Wis - Prezes Fundacji im. J. Madisona Centrum Rozwoju Demokracji - JOW, www.madison.org.pl, radny PO dzielnicy Wola w Warszawie, przewodniczący zespołu programowego warszawskiej PO ds. jednomandatowych okręgów wyborczych, współzałożyciel Stowarzyszenia Normalne Państwo, członek Ruchu Obywatelskiego na Rzecz JOW

jow.pl
Producent programu do rozliczania PIT